Ataki niewidzialnych
Przez wieki towarzyszyła ludziom świadomość, że świat nie kończy się na tym, co widzialne. Zjawy, upiory, demony zawsze wywoływały powszechny strach. Niektóre atakowały człowieka fizycznie, szczególnie podczas snu, kiedy był najbardziej bezbronny. Niejeden budził się w nocy z krzykiem, że zmora siadła mu na piersiach i dusiła. Łamiącym się głosem opisywał sylwetkę złowrogiej istoty, jej długie ramiona i upiorny uśmiech, który dostrzegał w półmroku. „Pomódl się i przewróć na drugi bok” – mówili mądrzy ludzie.. Poświęcone medaliki i amulety miały również za zadanie chronić przed nocnymi upiorami.
Podobnie niebezpieczne były południce. Dobrze o tym wiedzieli wieśniacy pracujący w polu. „A nie przyśnij w południe na miedzy, bo cię południca znajdzie i przydusi” – ostrzegały młodych żniwiarzy doświadczone kobiety..( hmm.. a może z troski o efektywność pracy nie pozwalały na chwilę odpoczynku..)
Naukowcy chcąc wyjaśnić źródło dawnych zabobonów, podjęli próby ustalenia istoty tego zjawiska. Profesor Robert Baker nie jest odosobniony w swym przekonaniu, że „winę” ponosi tzw. Zespół porażenia sennego. Doświadcza go ponoć duża liczba osób w przejściowym stanie między snem a jawą. Podczas ataku serce zaczyna bić szybciej, jak również oddech jest przyśpieszony. Śpiący ma wrażenie, że jego klatkę piersiową przygniata jakiś niewidzialny ciężar. Czuje lęk i nie może się poruszyć, niczym dotknięty paraliżem. Atak trwa zazwyczaj kilka minut dopóki człowiek się nie obudzi, co najważniejsze, wtórują mu omamy zarówno słuchowe, jak i wzrokowe. Na ogół widywane są postaci ludzi, zwierząt, duchów czy demonów bliskie kulturowo danej osobie. Jednym wydaje się, że zobaczyli ducha, inni spotkali UFO, gdyż właśnie w tego typu istoty wierzą.
Naukowcy nie mają wątpliwości, że ludzie częściej doznają omamów, niż zdają sobie z tego sprawę i niekoniecznie są one wynikiem choroby psychicznej. Przyczyną bywa wysoka gorączka, nadmierny stres, migrenowe bóle głowy, jak również ataki padaczki. Co ciekawe, przypadłości te najczęściej pojawiają się u osób cierpiących na bezsenność..
W nocy nasz sen zmieni kilkakrotnie swoje natężenie, przechodząc od fazy marzeń, gdy wyraźnie widać ruchy gałek ocznych, do fazy głębokiego snu pozbawionego widzeń sennych. By sprawdzić w którym momencie pojawiają się omamy, naukowcy przeprowadzili badania na dwóch grupach ludzi. Jednym nie pozwalali przeżywać marzeń sennych, budząc ich natychmiast, gdy tylko zauważyli ruchy gałek ocznych. Następnie pozwalano im zasnąć – ale tylko i wyłącznie snem bez marzeń. Badanym z drugiej grupy pozwolono co prawda śnić, budzono ich jednak, gdy ruchy oczu ustawały, co znaczyło, że sen się pogłębiał.
Okazało się, że ludzie z drugiej grupy po kilku dniach trwania eksperymentu byli bardziej podenerwowani i nadpobudliwi. Natomiast, ci, którzy należeli do grupy pierwszej – pozbawieni możliwości śnienia – zaczęli mieć omamy na jawie. Prowadzili rozmowy z wyimaginowanymi znajomymi, których widzieli tuż przed sobą, z krzykiem chronili się za stołem przed nadjeżdżającym samochodem, albo odskakiwali na bok, widząc wijącego się węża w nieistniejącej trawie.
Podobne stany może wywołać także długotrwała głodówka. Człowiek dostrzega wtedy smakowite potrawy, czuje ich zapach, słodycz, konsystencję. Przerażające omamy wzrokowe są również częścią zespołu delirium tremens oraz pojawiają się po zażyciu środków halucynogennych.
Kolejne odkrycia naukowe, potwierdzają, że nasz mózg jest swoistą fabryką różnego rodzaju substancji neurochemicznych. Jedne działają pobudzająco, podobnie jak morfina, wyciszają ból, jeszcze innym zawdzięczamy doznania radości i błogości. Są w tej fabryce także substancje wywołujące omamy i zwidy. Wystarczy zaburzenie równowagi organizmu: brak snu, wygłodzenie, gorączka, silny stres i od razu się uaktywniają. Nie ma więc świata zjaw, duchów i upiorów. Wszystkie te postaci są chemicznym tworem naszego mózgu.. Czy rzeczywiście wszystkie?
Procesami chemicznymi można wytłumaczyć wiele zjawisk uważanych przez wieki za zetknięcie z istotami spoza tego świata, lecz niektórych nijak nie da się wyjaśnić..
Pewnej majowej nocy 1951 roku patrol policyjny przemierzający ulice Manili, stolicy Filipin, zauważył tarzającą się po chodniku dziewczynę. Tłum gapiów śmiał się gdy wołała o pomoc, krzycząc, że ktoś ją gryzie. Panowie „władza”  zabrali domniemaną pijaczkę na komisariat. Dziewczyna, Clarita Villaneuva, ucichła w radiowozie, ale tuż po dojechaniu na miejsce zaczęła ponownie wrzeszczeć. W świetle lamp policjanci ujrzeli, jak na jej karku i odsłoniętych ramionach nagle pojawiają się ślady po zębach! Coś niewidocznego rzeczywiście kąsało kobietę..
Następnego dnia, gdy krzepcy policjanci prowadzili Claritę do sądu – bądź co bądź zakłóciła spokój publiczny – nastąpił kolejny atak. Ślady po kłach na jej ciele zobaczyli również reporterzy oraz lekarz sądowy. Zdecydowano nie wszczynać postępowania przeciwko Claricie. Do sądu przybyli burmistrz i arcybiskup -–reprezentanci potęgi doczesnej oraz wiecznej.. Lecz także oni nie mogli niczego zrobić, gdy w karetce przewożącej opętaną do szpitala „coś” znowu z furią zaatakowało. Na miejscu ataki skończyły się równie nagle, jak się rozpoczęły..
To zdarzenie nie jest odosobnione. Kroniki od stuleci odnotowują wzmianki o atakach istot bezcielesnych. Najbardziej dramatyczny zdarzył się nieopodal miasteczka Ventimiglia, w północnych Włoszech. Pięć kobiet wracało di wioski, dźwigając wiązki chrustu na podpałkę. Nagle jedna z nich krzycząc upadła na ziemię. Po chwili stwierdzono, że nie żyła.. Przerażone towarzyszki patrzyły na jej poszarpane, zmiażdżone ciało, z którego sterczały połamane kości. Wszystko zdarzyło się w ciągu kilku sekund na drodze, gdzie nie było przeszkód, skał, urwiska, z którego mogłaby spaść i tak mocno poranić ciało..
W XIX-wiecznych kronikach policji londyńskiej widnieją zapiski o atakach niewidzialnych istot (bądź istoty) na dzieci. W obecności dorosłych „coś” zostawiało na ich ciałach ślady ugryzień, wilgotnych i lepkich od śliny..
W sierpniu 1960 roku w White River w RPA 20-letni Jimmy LeBruin przeżywał koszmar podobny do tego, który wydarzył się w Manili. W biały dzień „coś” zaatakowało go nożem.. Chłopak, krwawiąc z licznych płytkich – na szczęście – nacięć, pobiegł po ratunek do komisariatu. Przez kilka dni w towarzystwie detektywów, którzy nie mogli go jednak ochronić, „coś” zadawało kolejne rany i podobnie jak w przypadku Clarisy – tajemnicza siła nagle zaniechała ataków..
Nie wszystko więc, co może się na przydarzyć, jesteśmy w stanie wyjaśnić zjawiskiem omamów tworzonych przez ludzki mózg..
źródło;int


  PRZEJDŹ NA FORUM