Ściąga studenta politechniki miała aż trzy metry!
Po tygodniu sesji egzaminacyjnej na Politechnice Łódzkiej, na Wydziale Biotechnologii i Nauk o Żywności jest już student, który - przyłapany na ściąganiu i wyrzucony z sali - do egzaminu z chemii analitycznej będzie mógł ponownie podejść dopiero za rok.

Wykładowcy z tego wydziału mają wielki słój, do którego wrzucają ściągi odebrane przyszłym biotechnologom. Najdłuższa ma... 3 metry. Poskładana w harmonijkę zawiera wykłady z całego semestru. Są ściągi zgrupowane po kilkanaście, w mikrosaszetkach, które rozlokowuje się w poszczególnych kieszeniach. Jest i garść długopisów: przezroczystych jednorazówek, a w nich - wiedza zapisana misternym druczkiem...

Coraz więcej studentów odchodzi jednak od tradycyjnych ściąg.

- Potrzebnych definicji szukałem podczas pisemnego egzaminu w Internecie, łącząc się z siecią przez komórkę - przyznaje się student jednej z uczelni prywatnych.

Kto ma dłuższe włosy, skrywa pod nimi bezprzewodową słuchawkę od telefonu komórkowego, przez którą odpowiedzi na egzaminacyjne pytania dyktuje mu kolega.

Politechnika Łódzka toczy zażartą walkę ze ściąganiem. Do regulaminu studiów wpisano zasadę, że studentowi, któremu udowodniono uprawianie tego procederu, można odebrać prawo zdawania danego egzaminu przynajmniej do następnej sesji.

- Na naszym wydziale nie może go zdawać przez cały rok - mówi prodziekan Wydziału Biotechnologii i Nauk o Żywności dr inż. Andrzej Jakubowski. - Pomijając aspekt moralny, nie może być tak, że ktoś dzięki ściąganiu osiągnie wysoką średnią i zabierze prawo do stypendium komuś, kto się uczciwie uczył.
źródło:Express Ilustrowany


  PRZEJDŹ NA FORUM